artyści  \ Stanisław Baj



Wszyscy, którzy obserwują działalność wystawienniczą Muzeum Mazowieckiego w Płocku, a zwłaszcza tę jej część, która dotyczy upowszechniania plastyki współczesnej, zauważyli pewną prawidłowość. Polega ona na tym, że muzeum dość konsekwentnie trzyma się wybranej koncepcji w prezentowaniu trendów widocznych we współczesnej plastyce, co wynika z jego specjalizacji zainteresowań.

Popularyzowana więc bywa sztuka artystów, których związki z Płockiem są oczywiste (tu się urodzili, jakiś czas przebywali i tworzyli lub Płock jest tematem ich artystycznych wypowiedzi); ale również i takich, których malarstwo nosi w sobie łatwo zauważalne cechy , secesyjności" czy "młodopolskości". Te dwa główne nurty uzupełniane są sporadycznie plastyką obcą, której wystawy organizowane są w ramach międzynarodowej współpracy prowadzonej zarówno przez muzeum, jak i miasto Płock.

W ostatnim roku muzeum rozpoczęło prezentację tak bardzo modnej sztuki pogranicza, uprawianej przez różnych nieprofesjonalnych twórców (w tym i żyjących w Płocku), określanych wspólnym i na pewno nieprecyzyjnym terminem "innych". Jest to wynik zainteresowań głównie etnografów zatrudnionych w muzeum. Nie wystawiamy natomiast współczesnej plastyki awangardowej, temat ten bowiem nie leży w zasięgu naszych zainteresowań i bliższy jest działalności różnych galerii czy Biur Wystaw Artystycznych.

Dlaczego zatem zdecydowaliśmy się na zorganizowanie wystawy Portret sercem malowany - Stanisława Baja - artysty z Podlasia, związanego działalnością pedagogiczną z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie, którego twórczość szczególnie w ostatnich latach cieszy się dużą popularnością i wzbudza zainteresowanie zarówno środków masowego przekazu, jak i zwiedzających?

Decyzję taką podjęliśmy nie dlatego, że preferowana w ostatnim czasie moda na ludowość czy chłopomanię szczególnie sprzyjała twórcom wywodzącym się ze środowisk wiejskich (jestem zresztą przekonany, że Stanisławowi Bajowi takich preferencji i handicapów nie trzeba), ale przede wszystkim dlatego, że twórczość ta tak mocno i tak jednoznacznie jest osadzona w tym młodopolskim; a nawet i w pewnym sensie secesyjnym kanonie sztuki. Cechy te też są widoczne w malowanych przez Stanisława Baja portretach. Zresztą sama forma portretu, którą autor ostatnio preferuje była jedną z ulubionych i uprawianych przez wielu artystów w całych dziejach sztuki. W ostatnim czasie, a zwłaszcza po socrealistycznym przesileniu, została przez artystów zarzucona, co zresztą jest widoczne, kiedy odwiedza się galerie czy salony wystawowe.

To co ujmuje w twórczości Stanisława Baja, poza tym, że sztuka, którą uprawia jest prosta i czytelna zarówno w formie jak i intencjach, to - to, że jest tak czysto polska. Ten narodowy polski rodowód można łatwo udowodnić wymieniając zarówno nazwiska artystów; jak i ich dzieła: Zwracają na to uwagę w licznych wypowiedziach recenzenci, jak i sam autor. W tej sztuce ujmuje mnie jeszcze i to, że w przeciwieństwie do modnych obecnie artystycznych postaw, w których dominuje abstrakcja i zamerykanizowany typ artystycznych wypowiedzi, Stanisław Baj uparcie tkwi w realistycznym nurcie sztuki, z którego czerpie natchnienie, jak i prawdziwą radość. Jego obrazów nie trzeba analizować matematycznie czy komputerowo, nie trzeba stawać "na głowie" lub zapadając w nicość lewitować ku tajemniczej nieskończoności. Wystarczy na nie patrzeć - po prostu patrzeć. Ich ciepło i prawda bijąca z portretowanych postaci wywołują wzruszenia podobna do tych, jakie wywołuje zawsze mocno osadzona w człowieku i realiach tego świata sztuka przedstawieniowa. Tyle jest w nich zadumy, tajemniczości i autentyczności. Jego modele to nie modni idole z pism czy zdjęć reklamowych, podkasane blond panienki i chłopcy z kolczykami w uszach. To ludzie, na których twarzach codzienne życie i związane z nim troski stworzyły specyficzny pejzaż wyrysowany bruzdami zmarszczek, szarością lub błękitem zadumanych oczu, mocną linią ust. To ludzie, w których pulsuje lub zaczyna zastygać krew. To synowie i córy 'naszej matki ziemi, niedoskonali w swym człowieczeństwie, ale prawdziwi. To postaci, z których w milczeniu można prowadzić dialog, ot tak po prostu rozmawiać z nimi.

Wszystkie te jak i inne wrażenia jakie odczuwamy przypatrując się obrazom malowanym przez Stanisława Baja są efektem opanowania solidnego warsztatu malarskiego, który autor nadal studiuje i stara się konsekwentnie przestrzegać. Jest to też efekt pewnej dyscypliny tak niezbędnej w tworzeniu portretów. I choć od czasu do czasu poprzez świadome działanie niewielkiej plamy barwnej, położonej na ubiorze portretowanego czy jaskrawego tła uzyskuje dodatkowe efekty dynamizujące lub ożywiające portretowaną postać, to jednak większość obrazów jest w tradycyjnej konwencji portretu jaki dominował w polskim i europejskim malarstwie do wybuchu II wojny światowej.

Atmosfera prac utrzymana jest w kolorystyce chyba najbardziej zbliżonej do malarstwa Konrada Krzyżanowskiego, chociaż niektóre prace mają coś z atmosfery wczesnych portretów Olgi Boznańskiej. Inna jednak jest w nich kreska i inna dynamika materii malarskiej.

Ten tradycyjny, dobry i sprawdzony już przez historię warsztat, to główny atut twórczości Stanisława Baja, który winien już pozbyć się kompleksu "Janka Muzykanta" - biednego pastuszka z ukrytym talentem. Wydaje się, że to "obsesyjne" w pewnym sensie podkreślanie ludowości swojej sztuki i swego pochodzenia niczego już nie motywuje i nie wyjaśnia. Mamy bowiem do czynienia z dojrzałym i świadomym artystą, który dobrze opanował tajniki tradycyjnego warsztatu malarskiego i tworzy tak jak mu serce dyktuje.

Bowiem podstawowego wyboru Baj dokonał już znacznie wcześniej. Wtedy kiedy zdecydował się na wkroczenie i kontynuowanie swojej dalszej drogi szerokim i wydeptanym gościńcem sztuki realistycznej. Drogi, którą kroczyło wielu wybitnych artystów, wśród których byli i tacy prości ludzie jak On, a których ten gościniec doprowadził na samo szczyty sławy, na przysłowiowy Olimp.

Wszystko to, co jest następstwem tego wyboru, to ciężka praca, szukanie własnej osobowości, własnego języka malarskiego. Ale i duża radość, kiedy namalowane portrety oddają to, co jest najtrudniejsze do przekazania w sztuce - prawdę o człowieku. Że wracają one do swego niedoskonałego pierwowzoru, do swoich modeli, którzy chcą - muszą być z nimi w stałym i ciągłym kontakcie, niby z własnym cieniem.

Te obrazy to nie elementy używane do dekoracji wnętrza, do jego ozdobienia. To zatrzymana na płaszczyˇnie płótna zarówno nasza ludzka materia, jak i nasza dusza. To bardzo bliskie i osobiste pamiątki, z którymi się identyfikujemy, mamy z nimi kontakt uczuciowy, i których prawdziwość potwierdzamy własną osobowością. W chwili; kiedy czas biegnie tak szybko w kierunku dewaluacji, a nawet unicestwiania wszystkich dotychczas uznanych wartości, bardzo dobrze, że są jeszcze tacy malarze i taka sztuka.

TADEUSZ ZAREMBA
Dyrektor Muzeum Mazowieckiego w Płocku




galeria | artyści

do góry © www.artmera.pl do góry